Godzinę później ochroniarze ich wyrzucili.
Natalia wycierała ręce z ciasta, kiedy telefon zawibrował na stole.
Wiadomość od Andrieja.
Uśmiechnęła się, pomyślała, że pyta, kiedy przyjedzie na uroczystość.
Otworzyła.
„Natasza, dziś nie przyjeżdżaj.
Mama zdecydowała — bez ciebie.
Chce świętować tylko z bliskimi i godnymi ludźmi.
Nie pasujesz do naszego kręgu, za bardzo pachniesz mąką i pracą”.
Stała pośrodku piekarni, gdzie buczały piece i pachniało świeżym chlebem.
Wokół krzątały się pracownice: ktoś wyjmował blachy, ktoś pakował bochenki na poranne dostawy.