Andriej poszedł otworzyć, myśląc, że spóźnili się kolejni goście.
W progu stało dwóch ochroniarzy w czarnych mundurach.
— Dobry wieczór.
— Pan jest Andriej Wiktorowicz?
— Tak.
— Co się stało?
— Właścicielka mieszkania, Natalia Nikołajewna, poinformowała, że przebywa pan tutaj bez jej zgody.
— Proszę okazać dokumenty uprawniające pana do korzystania z lokalu.
Andriej zaniemówił.
Za jego plecami ucichli goście.
— Jakie dokumenty?
— To nasze mieszkanie, dopiero się wprowadziliśmy.
— Właścicielką jest Natalia Nikołajewna.
— Złożyła dyspozycję eksmisji.
— Ma pan dziesięć minut, żeby spakować rzeczy i opuścić lokal.
Antonina Stiepanowna przecisnęła się do przodu, twarz miała białą, głos drżał:
— Jak to eksmisja?
— Andriej, powiedz im, że to nieporozumienie!
Andriej sięgnął po telefon, zadzwonił do Natalii.
Odrzuciła połączenie.
Napisał: „Co się dzieje? Nataszka, to jakaś pomyłka”.
Przeczytane.
CZYTAJ DALEJ NA NASTĘPNEJ STRONIE