Brak odpowiedzi.
Goście zaczęli się rozchodzić.
Przyjaciółki Antoniny Stiepanowny wymieniały spojrzenia; jedna szepnęła coś drugiej, tamta prychnęła.
Nikt nie zadawał pytań.
Wszyscy po cichu brali torebki i wychodzili.
— Mamo, poczekaj, zaraz się do niej dodzwonię, wszystko wyjaśni…
— Wyjaśni co? — ochroniarz schował tablet do kieszeni.
— Za dziesięć minut wzywamy patrol.
— Proszę decydować.
Andriej próbował zapłacić kartą za taksówkę, żeby chociaż zawieźć matkę do starego mieszkania.
Karta nie przeszła.
Druga też nie.
Spocił się, sięgnął po trzecią — to samo.
CZYTAJ DALEJ NA NASTĘPNEJ STRONIE