— Tylko ona wszystko sama ciągnęła.
— A ja jeździłem służbowym autem i… no, pomagałem czasem w drobiazgach.
Antonina Stiepanowna usiadła naprzeciwko, ręce jej drżały.
— Czyli nie mamy nic?
— Zupełnie nic?
— To mieszkanie jest twoje.
— Poza tym nic.
Zamknęła oczy, zacisnęła usta aż zbielały.
— To wszystko przez ciebie.
— Trzeba było milczeć, nie pisać jej tej podłości o zapachu mąki.
— To ty mi podyktowałaś.
— Powiedziałaś: „Napisz jej, żeby nie przyjeżdżała, bo zepsuje święto swoim wyglądem”.
— Nie myślałam, że ona… że ona tak…
Andriej wstał i podszedł do okna.
CZYTAJ DALEJ NA NASTĘPNEJ STRONIE